Nie taki ten Salwador straszny, jak go malują

Granicę Gwatemala – Salwador przekraczaliśmy pod wieczór i byliśmy przerażeni. Jechaliśmy w cztery osoby, a i tak byliśmy przekonani, że wszyscy zginiemy. Już na granicy złapaliśmy autobus, bojąc się czy dojedziemy do celu – przecież słyszeliśmy te mrożące krew w żyłach historie, że Salwador straszny, że niebezpieczny, że mordują, że strzelają. Możecie tu wstawić jakąkolwiek przerażającą zbrodnię, a na pewno gdzieś już słyszeliśmy, że takie rzeczy to tylko w Salwadorze. Fakt, było kilku nieciekawych typków. Sporo osób na granicy było pijanych i widzieliśmy jak policja zakuła kogoś w kajdanki. Nasza wyobraźnia szalała! Jak tylko zrobiło się ciemno (właściwie w chwili, gdy weszliśmy do autobusu), to nerwowo rozglądaliśmy się na boki i trzymaliśmy plecaki na kolanach, żeby nikt ich nam nie zabrał. Gdy dojechaliśmy do Sonsonate, czyli naszego pierwszego miasta docelowego, wcale nie było lepiej. Była ledwie dwudziesta, a ulice świeciły pustkami. Wszystko było pozamykane na cztery spusty, a latarni ulicznych było jak na lekarstwo. Byliśmy przerażeni… Paranoja, prawda? Po co jechać do kraju, w którym jest tak paskudnie, że nie można ani na chwilę odetchnąć?

dsc_1281dsc_1282

dsc_1252

I właśnie na tym polega problem Ameryki Centralnej. Po raz kolejny daliśmy się nabrać wszystkim tym, którzy do kraju nie wjechali, bo się bali. Po raz kolejny uwierzyliśmy, że skoro ludzie coś mówią, to znaczy, że z własnego doświadczenia. Nasze pierwsze chwile w Salwadorze były straszne, nie dlatego, że kraj jest zły, ludzie podli, a dzieci rodzą się przepełnione żądzą mordu. Było strasznie dlatego, że tak nam ten kraj przedstawiono, a my uwierzyliśmy. Straszono nas, a my ulegliśmy sugestiom. Gdybyśmy jechali tam z czystą kartą, to moglibyśmy sami zdecydować, co sądzimy o tym miejscu, a tak szukaliśmy dziury w całym. Nawet nie zauważyliśmy, że w naszym strasznie niebezpiecznym autobusie siedzą samotne matki z dziećmi. Co one robią w tych autobusach, skoro to grozi śmiercią? W całym tym strachu nie przyszło nam do głowy, że może po prostu jest ok. I może nam też nic nie grozi?

dsc_1280dsc_1285dsc_1274Gdy obudziliśmy się rano, okazało się, że miasto tętni życiem. Jadąc autostopem spotkaliśmy się wyłącznie z uśmiechami, ludźmi mówiącymi dobrze po angielsku (bardzo dużo Salwadorczyków wyjeżdża do pracy do USA) i przyjaznym nastawieniem. Gdy pytaliśmy jak to jest z bezpieczeństwem, to mówili, że jest tak, jak wszędzie indziej na świecie – przecież w Warszawie też nie wszędzie warto się zapuszczać samemu nocą…

 

dsc_1254dsc_1255

Oczywiście stosowaliśmy wiele środków ostrożności – nie nosiliśmy przy sobie całej gotówki, tylko tyle ile potrzebne nam było na dany dzień, nie obnosiliśmy się ze sprzętem. Staraliśmy się unikać miejsc potencjalnie niebezpiecznych – skoro wszyscy mieszkańcy obchodzą część miasta, zamiast iść na skróty przez park, to pewnie my też powinniśmy, prawda? Dzięki temu nasz Salwador to cudowne miejsce – gdzie ludzie się uśmiechają, na stopa czeka się góra dwie minuty (gdy jeździmy w pięć osób), można się zajadać pysznymi i tanimi pupusami oraz nikt nie oszukuje w sklepach. Nawet nie wiecie jaka miła była to odmiana, po Gwatemali!

dsc_1293dsc_1259

Często spotykaliśmy się ze smutkiem w oczach ludzi, gdy mówiliśmy im, że mieliśmy pewne obawy przed przyjazdem. Mówili, że kraj jest piękny, ale przez garstkę ludzi jest bardzo źle odbierany. Fama poszła w świat i przez to nadal cierpi ich gospodarka. Z drugiej strony, może to i dobrze, że nie każdy tu dociera? Dzięki temu plaże nadal są czyste, ceny normalne, a lokalna społeczność faktycznie cieszy się na widok obcokrajowców. Większość miejsc, które odwiedziliśmy mieliśmy tylko dla siebie. Spotkaliśmy się z tym wielokrotnie w innych krajach, że ilość turystów jest odwrotnie proporcjonalna do serdeczności ludzi. Weźmy takie jezioro Atitlan w Gwatemali – turystów jest więcej niż mieszkańców, więc ceny w sklepach – dostosowane do cen zachodnich – stają się dla lokalnych po prostu za wysokie. Podobnie z tuk-tukami, jedzeniem na mieście i piwem w knajpie. W końcu okazuje się, że mieszkańców nie stać na życie w ich rodzinnym mieście. Gdy dodamy do tego jeszcze spory odsetek Majów, dla których jezioro jest święte i turystów, którzy pijani skaczą do wody prosto z baru, to w rezultacie mamy mieszankę wybuchową! Wszyscy mają niezadowolone miny, ludzie nie chcą wiecznie pozować do zdjęć, a ceny w sklepie zależą od nastroju sprzedawcy. Ale czy nie zachowywalibyśmy się tak samo? Gdyby obcokrajowcy niszczyli miejsca dla nas najistotniejsze? Jak byśmy się czuli gdyby z Oświęcimia zrobiono miejsce schadzek, a z Jasnej Góry dyskotekę? Myślę, żę niestety podobnie…

dsc_1298dsc_1297

Na szczęście Salwadorowi jeszcze to nie grozi. Póki turyści się boją, a biura podróży nie organizują wycieczek do tego raju na ziemi, to jest szansa na zobaczenie prawdziwego życia w Ameryce Centralnej. Nie dyktowanego ilością sprzedanych biletów i małymi przekrętami tu i ówdzie, żeby się utrzymać.

dsc_1296

Byliście kiedyś w Salwadorze? Jak oceniacie bezpieczeństwo w kraju? A może dopiero chcecie tam jechać? Dajcie znać w komentarzach!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s