Przylecieć do Meksyku bez kredytu

Znacie nas już trochę, więc pewnie nie dziwi Was fakt, że samolot jest ostatnim środkiem transportu, który wybieramy. Wolimy autostop, czasem autobus, może pociąg. Samolot jest gdzieś pod koniec listy.

 

Tak też było tym razem. Ambitny plan zakładał, iż tym razem złapiemy na stopa… łódkę! Brzmi niewykonalnie, ale nie do końca tak jest.

 

Od dawna słyszeliśmy o stronie internetowej, na której można znaleźć ogłoszenia właścicieli prywatnych jachtów/katamaranów, którzy szukają załogi na krótsze lub dłuższe wojaże. Zarejestrowaliśmy się na findacrew.net, stworzyliśmy profil i rozpoczęliśmy poszukiwania. Długie godziny spędzone przed komputerem zaowocowały wysłaniem około 20 stu wiadomości. Pozostała najtrudniejsza część – oczekiwanie.

 

Mijały dni, później tygodnie, a my zaczęliśmy wątpić w możliwość przepłynięcia Atlantyku. Doszliśmy do wniosku, że pewnie profil nie jest zbyt zachęcający – dwójka szczurów lądowych, którzy nie byli na prawdziwej łajbie i nie mają doświadczenia. Z pomocą przyszedł Skyscanner.pl i bilety lotnicze.

 

Poszperaliśmy, przeliczyliśmy i wybraliśmy Meksyk. Dla zainteresowanych, najtańsze połączenia oferuje Eurowings. Wylatujemy z Düsseldorfu i lądujemy w Cancún. Lot trwa 12 godzin, a przewoźnik oferuje trzy typy biletów – opcja “goło i wesoło”, czyli bilet + bagaż podręczny, opcja “weź więcej ciuchów i nie umrzyj z głodu”, czyli bilet + bagaż podręczny + bagaż rejestrowany + ciepły posiłek i przekąska. Opcja najdroższa zakłada, że weźmiemy tyle rzeczy, ile chcemy, nakarmią nas porządnie, a wyświetlacz na siedzeniu przed nami bez dodatkowej opłaty pokaże nam nie tylko gdzie jesteśmy i co możemy kupić, ale również kilkanaście filmów i muzyki. Do wyboru, do koloru.

 

Przed lądowaniem załoga poprosiła, abyśmy wypełnili dokumenty wjazdowe i przyznali się, czy coś szmuglujemy. Dokumenty należy okazać podczas kontroli na lotnisku. Pozostaje jeszcze odpowiedzieć na pytanie straży granicznej odnośnie długości pobytu. Sprawdziliśmy w aplikacji iPolak, że możemy przebywać na terytorium Stanów Zjednoczonych Meksyku (tak, też nie wiedziałem, że to pełna nazwa kraju) do 180 dni. O tyle też poprosiliśmy, uśmiechając się szeroko. Pani w okienku popatrzyła nam głęboko w oczy i zatwierdziła ten okres. Co do kontroli dóbr, które przywoziliśmy, przemiła pani zapytała nas mijając się w korytarzu, czy przypadkiem nie mamy jakichś papierosów. Zdziwieni pytaniem, odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą, że nie. Pomachała nam na do widzenia.

 

Wyjazd z lotniska jest sprawą dość prostą. Mamy do wyboru kilka opcji – znajomy z samochodem, taxi, autobus albo minibus zwany colectivo. Znajomego nie mieliśmy, taxówki z założenia są drogie, autostopem można by, ale droga wyjazdowa z lotniska ma kilka kilometrów, a po 12 stu godzinach lotu, zwyczajnie nam się nie chciało. Zapłaciliśmy 80 meksykańskich peso (1zł to 5 peso) i gnaliśmy w stronę Cancún z firmą przewozową ADO. Z minibusów nie korzystaliśmy, gdyż nie do końca wiedzieliśmy, jak funkcjonują i gdzie się zatrzymują.

 

Tak oto wylądowaliśmy w Meksyku. Z ciekawostek dodam tylko, że w drodze na lotnisko w Düsseldorfie otrzymaliśmy wiadomość z portalu łódkowego, że pewien Brytyjczyk oferuje nam miejsce na swojej łódce. Był gotowy zabrać nas z Wysp Kanaryjski, pokazać Wyspy Zielonego Przylądka, Senegal i popłynąć do Ameryki Centralnej. Może jednak nasz profil nie był taki zły, a nam umknęła szansa na przeżycie czegoś wspaniałego przez to, że byliśmy zbyt niecierpliwi…?

 

4 uwagi do wpisu “Przylecieć do Meksyku bez kredytu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s