Turcja cz.1 / Turkey part 1

W Turcji mamy zamiar spędzić około dwóch tygodni, dlatego postanowiliśmy zrobić kilka mniejszych wpisów, bardziej aktualnych, aniżeli kolosa, których będzie dla nas raczej wspomnieniem niż rzeczywistym zapisem tego, co nas spotyka. A dzieje się dużo…

Zacznijmy od Stambułu, naszego pierwszego odwiedzonego miasta. Jest ogromny i czuć to na każdym kroku. Nawet jeśli mieszkasz w „centrum”, musisz zarezerwować sobie sporo czasu na komunikację miejską. Ta z kolei jest dość droga (ceny jednego przejazdu kosztują od 1 do 3 lir tureckich) zważywszy, iż 3 przesiadki w drodze do celu to standard. Oprócz zwykłych miejskich autobusów, pasażerowie mają do wyboru kilka linii metra, tramwaje, prom, dolmusze i metrobusy (specjalne autobusy, które mają swoje odgrodzone, niedostępne dla nikogo ulice – odpowiedniki warszawskich bus pasów). Warto pamiętać, że nie jesteśmy już w Europie. Co to oznacza dla podróżników, takich jak my? Zawsze znajdzie się miejsce, nieważne, jak zatłoczone są środki transportu i ilu ludzi czeka w kolejce. Miejsca jest zawsze wystarczająco. A później dzieją się rzeczy magiczne – ściśnięci jak sardynki w puszce przemierzamy nieznaną, dwudziestomilionową metropolię. Warto dodać, że korki w mieście są ciągle, a godziny szczytu zaczynają się około 14, a kończą około 20. Sytuacje, gdy ktoś traci przytomność, nie są niczym dziwnym, ba, nawet i nam przytrafiła się interwencja w autobusie, gdy dziewczyna zasłabła z braku powietrza.
W autobusach jest tylko jeden czytnik kart zbliżeniowych (biletów). Jeśli jesteś zbyt daleko od czytnika, najzwyczajniej w świecie podajesz swoją kartę innym podróżnym, żeby skasowali Twój bilet. Karty zawsze wracają do swoich właścicieli!

Dwa słowa odnośnie promu i naszego wspaniałego gospodarza, Vurala.

IMG_7418 fb
Port w Kadıköy / Kadıköy harbour

Postanowiliśmy przepłynąć cieśninę Bosfor, a dzięki Vuralowi, mogliśmy wejść do pomieszczenia kapitana! Okazało się, że żeglarze po ukończeniu kursu dostają specjalne pierścienie i to dzięki nim się rozpoznają. Szczęśliwie dla nas, nasz gospodarz jest marynarzem, więc wystarczyło kilka chwil, żeby kapitan umożliwił nam podróż razem z nim. Od tamtej chwili Vural dostał przydomek „Władcy pierścienia”.

IMG_7483 fb
Na promie / On the ferry
IMG_7507 fb
Prom, jak wszystkie inne środki transportu publicznego, jest bardzo zatłoczony / Ferry, as every kind of public transport is very crowded

Kilka miejsc z listy „zobacz w Stambule”.

Błękitny Meczet: a właściwie Meczet Sułtana Ahmeda wart jest zobaczenia, jego wymiary mogą przysporzyć o ból głowy. Jest ogromny. Może naraz pomieścić 10 tys. wiernych. Interesującym może okazać się również zapach tam panujący. Wejście jest bezpłatne, tak samo jak chusty na głowę dla kobiet.

IMG_7533 fb
Błękitny Meczet / The Blue Mosque
IMG_7561 fb
Błękitny Meczet swoją nazwę zawdzięcza błękitnym mozaikom / The Blue Mosque was named like that, because of blue mosaics
IMG_7571 fb
Część modlitewna jest odgrodzona od części dla turystów / Just Muslim can go to praying room

Hagia Sofia: pierwsze tego typu miejsce, które odwiedziliśmy. Niesamowity  kościół, który został przerobiony na meczet. Do XIX wieku była świątynią chrześcijańską, później przerobiona na meczet (w tym momencie nieczynny), ale nadal widać niezakryte wpływy chrześcijańskie. Usunięto oczywiście krzyże, które były na drzwiach, dobudowano minbar, powieszono ogromne płyty z cytatami z Koranu. Dziwny miks chrześcijańsko-muzułmański, który nam się nie do końca podobał. Cieszymy się jednak, że zapłaciliśmy 30 lir za wstęp i mamy na temat tego miejsca swoje zdanie.

IMG_7532 fb
Widok z zewnątrz / Outside view
IMG_7673 fb
Minbar i mozaika Matki Boskiej z Dzieciątkiem / Minbar and a mosaic of Virgin Mary with Jesus

Wielki bazar: spodziewaliśmy się czegoś więcej – czekaliśmy na egzotyczne smaki i zapachy, które nami zawładną. Otóż nie. Bazar wygląda bardziej jak stadion dziesięciolecia – można kupić wszystko, od tekstyliów po antyki. Szału nie ma, natomiast…

IMG_7598 fb
Wielki Bazar zawsze jest pełen ludzi / Grand Bazaar is always crowded
fb
Na Wielkim Bazarze można kupić wszystko / You can buy everything on Grand Bazaar

Bazar z przyprawami jest zdecydowanie lepszym miejscem, jeśli szukacie czegoś egzotycznego. Tutaj zostaliśmy wręcz zaatakowani różnorodnymi kolorami, zapachami, smakami. Po godzinie spędzonej na bazarze byliśmy pełni – częstowano nas herbatą, owocami, orzechami, specjałami cukierniczymi. Rewelacyjne miejsce z super ludźmi. I tutaj małe sprostowanie – słyszeliśmy opinie o nachalnych wręcz Turkach, którzy za wszelką cenę chcą wcisnąć swoje produkty. Dla nas, Turcy byli gościnni, oczywiście zachęcali do zakupów, ale w sposób bardzo kulturalny, zawsze zostawiając miejsce do wycofania się z transakcji. Bardzo miłe zaskoczenie.

IMG_7701 fb
Jeden ze straganów / One of the stalls
IMG_7703 fb
Wszędzie byliśmy częstowani jedzeniem / Everyone offered us to try some food
IMG_7707 fb
Nasza ulubiona herbata jaśminowa / Our favourite jasmine tea

Po 3 intensywnych dniach, musieliśmy opuścić Stambuł i naszego wspaniałego gospodarza, dzięki któremu zobaczyliśmy też mniej turystyczną część miasta. Zabierał nas we wspaniałe miejsca, znane lokalnym. Dzięki temu za herbatę (jeśli Vural nam to umożliwił) płaciliśmy 3 a nie 5 lir, przepyszny wegański kebab (cig kofta) kosztowała 3 zamiast 7. Spróbowaliśmy yaprak sarmy (ryż z warzywami zawinięty w liście winogron), oryginalnego boza (napój ze sfermentowanego bulguru z cynamonem i prażoną cieciorką), paliliśmy sziszę na 6tym piętrze kawiarni z widokiem na Stambuł. Wszystko dzięki Vuralowi.

IMG_7644 fb
Vural zna najlepsze miejsca w mieście! / Vural knows the best places in the city!

Wyjazd ze Stambułu to było szaleństwo. Dzień wcześniej sprawdziliśmy, jak najlepiej wydostać się z miasta. Okazało się, że najpierw trzeba złapać prom, a później jest już z górki – stopem w stronę Izmiru. Gdy nasz gospodarz usłyszał, że mamy zamiar płynąć promem z Gebze (które, jak się okazało, nie cieszy się najlepszą opinia wśród mieszkańców) postanowił odprawić nas innym, droższym promem. Znów nie pozwolił nam kupić biletów, a żebyśmy nie musieli z ciężkimi plecakami korzystać z komunikacji miejskiej, zamówił nam taksówkę! Żegnając się przy promie, mieliśmy łzy w oczach i już teraz wiemy, że nie będzie to nasze ostatnie spotkanie!

Okolice Kusadasi.

Kolejnym przystankiem było niewielkie miasteczko (Kusadasi) nieopodal Izmiru, w którym czekał na nas kolejny Couchsurfingowy przyjaciel – Mesut. Po całym dniu jazdy poszliśmy spać około 22, tracąc przytomność w 3 minuty. Plan na kolejny dzień – Efez, dom, w którym mieszkała Maryja i (nieoczekiwanie) Sirince.

IMG_7771 fb
Efez – widok na bibliotekę Celsusa / Ephesus – view on The Celsus Library
IMG_7791 fb
Biblioteka Celsusa / The Celsus Library
IMG_7781 fb
Świątynia Hadriana / Temple of Hadrian

 

Efez słynie z najlepiej zachowanych ruin greckich i, szczerze mówiąc, w pełni na ten tytuł zasłużył. Byliśmy pod ogromnym wrażeniem wielkości miasta, jak również pozostałości budynków, na których wciąż widnieją piękne płaskorzeźby. Prawdopodobnie dlatego, że były wykonane w marmurze. Legenda głosi, że miasto zostało założone przez Androklosa, a wybór miejsca nie był przypadkowy. Przed wyprawą do Jonii udał się do wyroczni, która oznajmiła, że powinien założyć osadę tam, gdzie spotka rybę i dzika w tym samym czasie. Na wzgórzu Pion spotkał rybaków piekących ryby. Jedna z nim podskoczyła, wpadła do ogniska, a rozpryskujące się iskry zapaliły pobliskie zarośla. Ogień spłoszył kryjącego się w nich dzika, wypełniając przepowiednię. (źródło: Wikipedia)
W Efezie spotkaliśmy dwie studentki socjologii (jedną z Turcji, drugą z Malty). Ich plany zwiedzenia domu Marii i Sirince pokrywały się z naszymi, więc, za obustronnym porozumieniem, dołączyły do naszej grupy, która liczyła 4 osoby (my + gospodarz + jego 9cio letnia córka).

IMG_7768 fb
Pozostałości posągów / Ruins of ancient sculptures
IMG_7847 fb
Widok na amfiteatr z ulicy Portowej / View on Ampfitheatre from the Harbour Street
IMG_7811 fb
Detale na Bramie Mazeusa i Mitridiusza / Details on the Gate of Augustus
IMG_7812 fb
Widok na Bibliotekę Celsusa z Bramy Mazeusa i Mitridiusza / View on The Celsus Library from The Gate of Augustus

Dom Maryji jest zdecydowanie miejscem dla ducha, aniżeli ciała. Kwitnie tutaj oczywiście handel ikonami. Można odetchnąć w restauracji i nawet napić się piwa (jeśli kogoś zmęczyło zwiedzanie dwóch pomieszczeń). Źródełko pitnej wody jest natomiast za darmo, obok ściany, do której każdy może doczepić swoją modlitwę. Widzieliśmy nawet takie na etykietach po wodzie lub opakowaniu po skarpetkach. 😉

IMG_7852 fb
Dom, w którym mieszkała Maryja. Niestety w środku nie można robić zdjęć / House of Virgin Mary. Unfortunately you can’t make photos inside

Sirince to miejsce, które odwiedziliśmy dzięki naszemu gospodarzowi, Mesutowi. Urocza mieścinka na wzgórzu, słynąca z produkcji wina. Podobno w 2012r. miała nastąpić apokalipsa i jedynym ocalałym miejscem miało być właśnie Sirince. Mimo, iż tak się nie stało, ceny działek w okolicy znacząco podskoczyły, a chętnych na ich zakup nie brakowało. Teraz robią wino ;-).

IMG_7859 fb
Sławne wino z Sirince (na zdjęciu wino z granata) / Famous Sirince wine (pomegranade wine on photo)

Dwa słowa o cenach – wstęp do Efezu to 30 lir. W cenę biletu nie są wliczone żadne muzea będące na terenie obiektu ani nawet toalety. Za bilet wraz z okolicznymi muzeami zapłacicie 45 lir, a podczas zwiedzania będziecie mogli dokupić jeszcze jeden bilet do muzeum znajdującego się na terenie obiektu za kolejne 15. Myśmy pozostali przy początkowych 30.
Do domu Maryi turyści płacą 20 lir, Turcy 5. Parking za 10.

Kilka słów o tureckiej gościnności.

Zaczynając od Vurala, który nie pozwolił nam płacić za jedzenie, wieczory umilał nam grą na gitarze i baglamie (razem ze swoim bratem, Volcanem), odstąpił nam swoją sypialnię i codziennie przygotowywał śniadanie, przez Mesuta, który zabrał nas na wycieczkę do Sirince (o której nawet nie słyszeliśmy) i zapewnił, że pomoże nam w każdej sytuacji, bo ma znajomych w całym kraju po Taskina, który zaoferował nocleg, gdy plany niespodziewanie nam się zmieniły, w Turcji możesz spodziewać się wszystkiego. Przykład?
Rzecz dzieje się gdzieś pomiędzy Aydin a Denizli (120km drogi). Zlapalismy stopa. Nasz kierowca po 60km musi się zatrzymać, bo ma coś do załatwienia, ale „mówi nam” (Google translator connecting people), żebyśmy poczekali na niego 30min, napili się herbaty w przydrożnej knajpce i podwiezie nas do Denizli. Dla nas bomba! Idziemy po czaj i stajemy się atrakcją turystyczną. Syn właścicielki przychodzi do nas, oferując wszelką pomoc, gdyż jak twierdzi, jest jedną z niewielu osób w okolicy mówiącą po angielsku. Opowiadamy mu naszą historię, on tłumaczy ją swojej mamie. Po chwili dostajemy drugą herbatę, przyjeżdża nasz kierowca. Marcin idzie zapłacić, ale słyszy „No, you are our guests. Tea is for free for you”. Niemożliwe staje się możliwe!

Jeśli macie jakieś pytania, dawajcie znać. Chętnie odpowiemy na wszystkie.
Dalsza część naszych tureckich przygód już wkrótce!

—————————————————

Our plan is to spend about 2 weeks in Turkey, so we decided to make some small posts about it, instead of just one. There is a lot of things  happening here, so we don’t want you to miss anything.

Lets start with Instanbul, our first Turkish city. First of all, it’s huge. Even if you live in city centre you have to spend a lot of time in public transport to get anywhere and it’s really expensive (1-3 TRY per ride). It doesn’t matter where you are and where you would like to go. Normally it’s about 1 bus, 1 tram and 1 metro to get there. There is a lot of different kind of public transport. You can find a subway, a bus, a tram, a dolmus (mini-bus lets say), a metrobus and a ferry. You should remember you are not in Europe any more. What does it mean for travellers? It doesn’t matter how many people are in a bus already – there is always enough space for one more person. Then magic happens – we are traveling like sardines in a can through 20 mln people city. Traffic is always here. Between 2PM and 8PM you can’t get anywhere, so it’s better to go for a tea. There is no point in sitting/standing/hanging in a full bus, that is not driving. 😉 When you are in the bus you feel like in the oven. There is nothing weird, when someone colapses. Even we’ve seen it once.
There is just one place, where you can activate your ticket – next to the driver. If you are in the back of the bus (which is normally full, so you can’t move anywhere) you just need to pass your ticket to the passangers in front. Someone is going to activate your ticket for you and give it back the same way.

About the ferry and our fantastic host, Vural

As everyone visiting Istanbul, we decided to take a ferry through Bosphorus and thanks to Vural we could do that at the controls of the ship! When a sailor finishes his training, he gains a Sailor’s Ring. That’s how sailors recognize one another. Happily for us, Vural is a sailor, so it took him about 2 minutes to convince the captain to let us in. Vural is The Lord of the Ring since then. 😉

There are must sees in Istanbul, that we had a chance to visit.

The Blue Mosque: actually The Sultan Ahmed Mosque, it’s absolutely worth it! It’s as huge as everything in Istanbul. There is enough space for 10 thousands people. The smell over there is interesting as well… (try to imagine 10k feet…). The entrance is free, as well as scarfs for women to cover their heads.

Hagia Sophia: we’ve never seen anything like that before. Amazing church, that was transformed into mosque. It was a christian temple until 19th century, after that it was a mosque (there is a museum at the moment). You can see references to christianity and islam at the same time. You can’t find any crosses over there any more (they were mostly removed), but there are some mosaics with Virgin Mary and Jesus, next to that is minbar and quotation from Koran. That’s a strange fusion between christianity and islam. We are not very sure if like it. We are happy we spend that 30 TRY each to have our own opinion about this place.

Grand Bazaar – we expected something more – we were waiting for some exotic spices and smells. It wasn’t a good place for that. Over here you can find Turkish carpets, every kind of souvenir, a lot of gold and cheap perfumes. Even some antiques, but…

Spice Bazaar is unbelieveble! We were amazed by the multicolor spices, smell was overwhelming. After an hour over there we were stuffed! We tried a lot of different kind of teas, sweets, Turkish delights, nuts, dried fruits, everything what you can imagine! And we didn’t pay for it! Everyone offered us something to try, without persuading us to buy anything. We had a great fun over there!

After 3 days, we had to leave Istanbul and our fabulous host, who showed us a lot of places without any tourists over there – that’s why we love Couchsurfing. That’s how we found a very cheap tea shop, we tried cig kofte – vegan kebab. We felt in love with yaprak sarma (grape leaves stuffed with rice and spices), we drunk an original boza (fermented bulgur drink mixed with cinnamon and roasted cheakpeas) and we smoke a narghile in the 6th floor cafe with an amazing view of Istanbul and Bosphorus. All of that thanks to Vural. 🙂

Leaving Istanbul was crazy! We found out how to leave a city in the previous evening. Firstly we needed to catch a ferry and then hitchhike to Izmir. When Vural heard we would like to take the ferry in Gebze (it’s not the safest city in the world, but we didn’t know that) he decided to buy tickets for a safer ferry for us. He didn’t want us to travel with our huge backpacks with a bus, so he paid for a taxi as well! We were all in tears when it was time to go. We know it wasn’t our last meeting!

Kusadasi area

Our next stop was a little city near Izmir, where another Couchsurfing host – Mesut – awaited us. After all day drive we were exhausted and felt asleep at 10PM… Our plan for the day was – Ephesus, Virgin Mary house and (unexpected) Sirince.

Ephesus is so famous because of the best perserved ruins of ancient Greek cities around Mediterranean Sea. And to be honest – it was amazing! We were impressed how big the city was and how much we could actually see. There is a lot of places where you can still see the mosaics and reliefs. Probably because they were carved in marble. According to the legend the city was built by Androklos, who decided to built it in that place because of the prophecy. Before one of his trips, he went to the oracle, who said he should build a city in the place where he’ll find a fish and a boar at the same time. At the Mount Pion he met some fishermen making dinner. One of the fishes jumped out of the pot and felt into the flames. One spark felt on the bush nearby and set it aflame. And then a boar run out of the bush, panicked by sudden fire. Then he knew, that’s the place from the prophecy.
We met two sociology students there (one from Turkey, one from Malta). We had the same plans for the day, so we decided to travel together. There was 6 of us in one car! 😛

House of Virgin Mary is more a place for soul, then for eyes. You can buy all kind of icones here. There is a restaurant if you are hungry, where you can even order a beer (if you are tired after visiting two rooms…). There is a wall where everyone can put a pray to Virgin Mary – you can find them in all kind of paper, including package of socks and the label from bottle of water. Next to that is a spring with drinkable water, which is known for it’s healing power.

Sirince (which means Cutie in Turkish) it’s a place that we visited thanks to our host, Mesut. It’s a lovely small town on the top of mountain, where they are making famous wine. People said, it’s going to be an apocalypse in 2012 and the only one place in the world will survive. Sirince of course. Even if it never happened, the prices of the ground in the area started to raise, but poeple wanted to buy them anyway. Now they are making wine there. 😉

Two words about prices – Ephesus single ticket costs 30 TRY. Unfortunately this price doesn’t include anything inside the complex (even toilets). If you would like to visit museums nearby you have to spend 45 TRY and during your visit you can buy another ticket (another 15 TRY) for Terrace Houses. We decided to spend just 30TRY… Entrance to Virgin Mary house is different for Turks and the rest of the world – 5 TRY for locals and 20 TRY for us. Car park costs another 10 TRY.

And now – Turkish hospitality

We should start with Vural – he didn’t allow us to pay for any food, he played on a guitar and baglama with his brother Volcan every evening. Volcan offered us his room, to make us feel at home! And they served us delicious Turkish breakfast every day. Mesut took us on the trip and offered all kind of help we needed (that’s another story), because he has friends accros Turkey. And Taskin, who saved us when we hadn’t a place to stay. You can expect all kind of goodness in Turkey! Example?

Situation is happening somewhere between Aydin and Denizli. Someone offered us a lift. After 60 km our driver had to stop, for some shopping, but he „told us” (Google translate connecting people), we can wait in the coffee shop nearby for him. He should be back in about 30 minutes. Sounds great! We ordered Turkish tea and became interesting for all locals in the area. Son of the owner came to us, to speak – he was the only person speaking English in that village – and of course, offered all kind of help. We were talking about who we are and what we are doing and he was translating that to everyone else. Seconds later he asked if we would like another tea – of course why not? Our driver came back for us (exactly 30 minutes later), Marcin wanted to pay our bill, but a guy said „No. You are our guests. Tea is for free for you.” Impossible doesn’t exist!

If you have any questions, please don’t hesitate to ask! We’ll be very happy to answer them all. We’ll publish „Turkey part 2” shortly!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s